niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 2 "Hitora WhiteTiger"

Leżałem pośród smukłych brzózek, których kora srebrzyła się  w słońcu. Drobne listki rzucały przyjemny, ruchomy cień, a podmuchy wiatru szeleściły koronami wątłych drzewek. Kot, którego delikatnie gładziłem między uszami, zaczął przyjemnie mruczeć. Zorientowałem się, że sam szuram ogonem po ziemi.
Zamknąłem oczy.
Dryfowałem, a może właściwie lewitowałem, w neonowo zielonym żelu.Ta substancja by a jak filtr, sprawiała,że wszystko dookoła stało się jadowicie zielone, a grube szkło jeszcze dodatkowo zniekształcało obraz. Maź skutecznie krępowała moje ruchy. Nawet nie pozwalała mi mrugnąć . Przede mną majaczyło coś na kształt panelu kontrolnego, ustawionego w okręgu, z niego wychodziły najróżniej splecione kable i przewody ciągnące się poza zasięg mojego wzroku. Za panelem nie potrafiłem dostrzec jakichkolwiek kształtów, chociaż widoczne było jasne światło. Ten dziwny rozbłysk dokładnie, naprzeciw mnie, zasłaniał jakiś ciemny podłużny kształt. Wysilałem wzrok jak mogłem,ale zamiast dostrzec co to takiego, wszystko tylko się rozmazywało. Koło ucha słyszałem coraz głośniejszy dźwięk jakby... papieru ściernego i silnika motorowego? Kolory wokół przygasały, błyszczącą zieleń zastępowały plamy błękitu, a mój policzek wylizywał swoim szorstkim językiem kot, mrucząc mi przy tym do ucha.
- Kapitanie WhiteTiger? - zabrzmiał sztywny głos nade mną.
- Mmmm...
- Kapitan Głównodowodzący wymaga odpowiedzi.
Westchnąłem ciężko.
- I budzisz mnie tylko dla tego?
- Właściwie to tak. Przekazano mi,że to poważna misja.
Przeciągnąłem sę  i ziewnąłem rozwlekle.
- Hisagi. To nudne.
Zmierzyłem zaspanym spojrzeniem mojego podwładnego.
- Zaraz wracam.
Mruknąłem cicho w stronę kota.
- To co ja mam z tym zrobić?
Zwróciłem się już  do wicekapitana. Hisagi wydawał się zmieszany.
- N-najlepiej odpowiedzieć jak najszybciej.
- Taaa... - ziewnąłem - Chodźmy.
Powlokłem się do pokoju.
- Albo nie! Mam lepszy pomysł.
Hisagi zderzył się z moimi plecami.
- T-Tak, kapitanie?
- Mashiro!!! - zawołałem.
Na małej kanapie, tuż przy  ścianie, poruszył się błękitny kocyk.
- Taaaaaaaaak?
Ziewnęła, ale nie wstała. Chodź trzeba jej przyznać, że wysunęła głowę, mimo to ja widziałem tylko jej jadowicie zielone włosy.
- Mam dla ciebie misję!
Kocyk opadł na podłogę, a dziewczyna stanęła przede mną. Ale coś w niej był o nie tak.
- Słucham?
- Biegnij do Kapitana Głównodowodzącego i powiedz, że się zgadzam!
- Tak, jest.
Wybiegła i nawet nie zamknęła za sobą drzwi. Co za niekulturalna osoba. Odwróciłem się do Hisagiego.
- Widzisz? Załatwione.
- Mmmm... kapitanie?
Zza drzwi wychyla a się zakłopotana buźka Mashiro.
- O co chodzi?
- Jak się pan nazywa?
- Och...- odkaszlnąłem - HiTora WhiteTiger, kapitan 9 oddziału, gotei 13!
Mashiro już nie było.
- No to teraz można się zdrzemnąć.
Minąłem wicekapitana z postanowieniem wrócenia do własnych koszmarów.
- Kapitanie!
Tym razem Hisagi miał jakiś problem. Co za kłopotliwa fucha.
- O co chodzi? - powtórzyłem, siadając na schodkach.
Ach, idealny widok! Drzewka, jaśniutkie niebo, opadające płatki wiśni i przechadzające się koty. Te płatki to chyba jedyna zaleta wiosny. Od razu podeszły do mnie dwa koty. Zacząłem je spokojnie głaskać.
Wicekapitan wpatrywał  się trochę we mnie, a potem westchnął  i zapytał:
- Myślał pan, kapitanie, nad tą misją zadaną przez Kapitana Głównodowodzącego?
Pogłaskałem czarnego kota, który wpakował mi się na kolana.
- Oczywiście - skłamałem.
Skwitował krótkim "aha" i usiadł obok.
- I... to rzeczywiście taka nudna misja...kapitanie?
Czarny kotek zaczął mruczeć.
- Jeśli chcesz wiedzieć co to za misja to po prostu zapytaj.
Hisagi zrobił się czerwony na twarzy, taki... czerwony czerwony, a nie jakiś buraczkowy.
- No więc... co to za misja...kapitanie?
- Polega na zdobyciu informacji o pewnym miejscu w świecie ludzi. Ostatnio, to znaczy... od jakiego  czasu, sekcja badań zauważyła, znikające tam reiatasu. Problem zignorowano, bo kogo obchodzi jakieś drzewo? Hehehe... Ale jakieś dwa dni temu odnotowano tam obecność hollowów i menosów. Aura była niezwykle silna, no w końcu to menosy, ale niczego tam nie było.
Na chwilę zapadła cisza podczas, której słychać było jedynie mruczenie. Kątem oka wpatrywałem się jak Hisagi delikatnie odpycha białą kotkę, która łasiła się do niego. Jednak ten wydawał się zaniepokojony. Zdaje się,że to dla niego jakaś nowa sytuacja.
- To odpowiedzialna misja, ale nie rozumiem, dlaczego nasz oddział, a nie 12?
- Kiedyś należałem do 12 oddziału. Zajmowałem się tego typu sprawami... No pogłaskaj ją, do cholery!
- T-Tak jest! ... Przepraszam, kapitanie. Myślałem,że...nieważne. Kontynuuj, kapitanie.
Pozwolił kotce wleźć sobie na kolana.
- No i jestem trochę ciekaw świata ludzi, pewnie bardzo się zmienił odkąd byłem tam ostatnim razem.
Poza tym, jeśli nie ja tam pojadę ,to Kurotsuchi.
Na moje kolana wepchnął się też rudo-brązowy kiciuś, nieco mniejszy niż czarny, który wpatrywał się teraz w niego z oburzeniem.
- Mmmm... Hisagi, czy mógłbym cię o coś zapytać?
Popatrzył na mnie ciekawie i pogłaskał kotkę.
- Chodzi o....
Usłyszałem z tyłu zdyszaną Mashiro.
- Kapitan głównodowodzący każe wyruszyć jak najszybciej!
- Aaaaaaaa...?! - westchnąłem - No jak każe to każe. Mashiro obejmujesz dowodzenie. Hisagi chodźmy.
- T-Tak, kapitanie.
Taka tam sprawa. Zwykłe zbieranie informacji. Idiota. W tym nie ma nic dziwnego.
Mimo ,że wmawiałem to sobie całą drogę do senkaimon, nie byłem co do tego przekonany. Przeczucie mówiło, że coś jest nie tak. Czegoś brakuje.
Brama był a tak samo prosta i ogromna jak zwykle. Ktoś z Korpusu Kido podszedł do mnie.
- Kapitan HiTora WhiteTiger razem z wicekapitanem Hisagim Suuheiem. Macie natychmiast zrobić pomiary. Dotarła informacja od 12 oddziału, że 2 minuty i 53 sekundy temu pojawiło się tam reiatsu hollowów.
Kiwnąłem jedynie głową, nie odwracając wzroku od bramy, która uchyliła się lekko, z mozołem i skrzypieniem. Coraz więcej białego światła wydobywało się z przejścia. Było tak ciepłe i zimne zarazem. Przypominało jedwab. Aż chciało się je złapać i podrzeć na kawałeczki.
Pierwszy przeszedłem przez bramę, hamując odruch chwycenia światła.
- Pośpieszmy się zanim wypuszczą kototsu.
Nie ufałem 12 oddziałowi.
Nie mogłem się też pozbyć tego głupiego przeczucia. Coś jest nie tak. Coś jest nie tak.

Znikające reiatsu…
Pojawia się w świecie żywych.
Ale czy tylko...?
Jakby na to nie patrzeć to nasze światy są ze sobą połączone, więc jeśli w świecie żywych znika reiatsu hollowów, to musi się gdzieś pojawiać. Przy najmniej teoretycznie powinno by wykrywalne, nawet jeśli jedynie w  śladowych ilościach. A co z innymi rzeczywistościami? Oczywiście hollowy "wychodzą" z Hueco Mundo i powinny pojawiać się w świecie żywych, ale powiedzmy, że struktura materii została naruszona i pojawiają się w innym wymiarze. Załóżmy,że w tych wymiarach żyją inni ludzie, czy stworzenia rozumne, a one nigdy nie spotkały się z czymś takim jak hollowy. Są bezbronni. A czy te hollowy wrócą do Hueco Mundo? Czy popłyną dalej z nurtem czasu?
Senkaimon otworzy o sił przed nami.
Zapada zmrok, Niebo nabrało ciemnogranatowej barwy i tylko nad dachami domów, promieniował blask zachodzącego słońca, który niedługo zniknie.
Czy nie powinno być południe?
Widać zachwiana struktura materii wpłynęła na otoczenie bardziej niż przypuszczałem na początku. Myliłem się. To jednak nie będzie taka nudna misja.
- Kapitanie, dlaczego jesteśmy przed sklepem Urahary?
Autor:HITora

wtorek, 1 października 2013

Rozdział 1 "Kim jestem ?"

Chwila..gdzie ja jestem?
Co to za pomieszczenie?
Ktoś idzie.. Kim jesteś...?
C-Co ty robisz?!
Co to za.. przestrzeń?!
Nie Podchodź!
Nieeeeee!
-Hej? Foxy...Foxy...HEJ!-Krzyknął Gajeel i walnął pięścią w stół.
-Co?Co?
-Wiesz ,że znów przysnęłaś w gildii i gadałaś przez sen...Co ci się śniło?
-To co zawsze...A ja dalej nic nie pamiętam...
-Dobra podnoś te swoje różowe kudły i idź na jakąś misje.
-Po co?-Spytała patrząc na niego tempo,swoimi szaro-niebieskimi oczami.-I te włosy nie są różowe! To jest malinowa czerwień.
-Wszystko jedno.Za mieszkanie zapłaciłaś?
-A tak racja,trzeba coś zrobić..Nie chce mi się trochę..
-Wstawaj i idź coś wybrać. Mogłabyś być trochę bardziej samodzielna kurduplu.
-Wcale nie jestem aż taka niska i doskonale sobie radze! I weź się nie martw o mnie tylko o swoja dziewczynę.
-Zamknij sie,nic ci do tego.
-A czemu nie wyznasz jej swoich uczuć?
-Nie twój interes.
-Oczywiście,że mój.Nie mogę pozwolić żeby nie istniała tak urocza para.
-Nie mieszaj się w moje sprawy uczuciowe.-Rzekł ostro,patrząc na nią zdenerwowany.
-Aye..
Redfox oddalił się w stronę baru i zamówił sobie piwo.Po chwili podeszła do niego Levy i Panterlili. Foxy patrząc w tamta stronę uśmiechnęła się i podeszła do tablicy ogłoszeń.
-Hmm.."Poszukiwanie skarbu(...)"Nie to nie.."Praca w teatrze" Też nie.."Zjawiska paranormalne w Kusanwie" To powinno być ciekawe..
-Mira biorę ta misje!-Krzyknęła dziewczyna,pokazując kartkę.
-Dlacego mas ogon?-Spytała nagle córka Biski.
-Wiesz..sama nie wiem.-Popatrzyła na swój ogon,a raczej jego szkielet przypominający kości kręgosłupa.Pomyślała o tatuażu widniejącym na jej brzuchu po prawej stronie ,był to duża szóstka pisana kaligrafią i dziwnej dziurze miedzy obojczykami, którą zakrywała bluzka.Tylko cztery osoby w gildii wiedziały o tych rzeczach.
W sumie to naprawdę nie miała pojęcia dlaczego to ma..Nie wiedziała kim jest i skąd pochodzi.
Znała tylko ten dziwny sen, którego nie potrafiła zrozumieć...
I jej katana,wisząca na plecach, doskonale potrafiła nią walczyć. To było wszystko co wiedziała o sobie.Myślała o tym ,wpatrując się w przestrzeń. Zapominała o całym istniejącym świecie.
Nagle poczuła ogromny ból i zauważyła ,że mała dziewczynka ciągnie za koniec jej ogona.
-Aghhhh!-Zawyła z bólu,na jednej z mniejszych czesci pojawiło sie drobne pękniecie.
-Foxy nic ni nie jest?! Naprawdę cie przepraszam,powinnam jej bardziej pilnować.
-Mhmm..Tylko proszę niech nikt go nie ściska i nie ciągnie..-Odrzekła bez emocji,po czym pomyślała.-To  boli..i w sumie znów nie wiem czemu..
Kobieta o malinowych włosach odwróciła się i poszła w stronę peronu ,znajdującego się w Magnolii. Idąc minęła uradowaną drużynę Natsu, wracającą z udanej misji.
-Ohayo Foxy!
-Yo.-Opowiedziała krótko i poszła dalej.Włożyła ręce do kieszeni i wpatrywała się w błękitne niebo.Kochała ten kolor.


~.~


Gdy dojechała ,załatwiła wszystkie formalności i od razu udała się w wyznaczone miejsce. Stała na dachu jednego z budynków ,na obrzeżach miasta.
Czuła tu coś dziwnego.
Jakąś kłębiącą się energie.
Skądś już znała te uczucie..
Coś jej nie pasowało..
Nagle na niebie zrobiły się małe,czarne pęknięcia ,a z nich wydostały się trzy potwory.
Od razu ruszyły w jej stronę. Szybko wyciągnęła miecz i odparowała atak.Były duże,ich ciała miały różne ciemne kolory i kształty.Zamiast twarzy mieli białe maski,a w ich ciałach była dziura,taka sama jaką posiadała Foxy.
-Kim jesteś?!
Zamiast odpowiedzi dostała kolejny atak.
-Widziałam cię już gdzieś! AAAAA!! Kurde tak to się nie dogadamy!
Potwór zawył,teraz skoczyły na nią wszystkie naraz.
Nie miała gdzie uskoczyć.Musiała szybko zareagować.Zadziałała instynktownie i przecięła ich maski,a potwory powoli zniknęły.
-Co?!Gdzie ich wywiało?!Nie fair ,chciałam się czegoś dowiedzieć!
Później rozglądała się jeszcze po miasteczku,za każdym razem to samo.Zraniła je w maskę i zniknęły.Spodziewała się czegoś bardziej emocjonującego po nazwie misji.
-Ile jeszcze pojawi się tych hollow'ów? Skąd ja wiedziałam...Hmm..Nie ważne..-Wymamrotał znudzona.
Spojrzała na niebo i przyuważyła, że mała szpara się nie zamyka,a z niej wylatują kolejni wrogowie.
Westchnęła i przemieściła się do nich. Teraz Puści raczej jej nie atakowali,za cel obrali zwykłych ludzi. Pozbywał się ich zanim docierali do swoich celów. Walka z nimi była prościzną, jednak nie miała zamiaru tu być w nie skończoność.
Najbardziej zdziwiło ją to ,że nikt nic nie zauważył, ludzie chodzili sobie spokojnie po ulicach. Czasami jedynie dziwnie patrzyli na nią, jakby robiła coś głupiego.
Nie spodziewanie dziura zaczęła się rozszerzać.
Z niej wychodziło coś wielkiego, czarnego,też posiadało dziurę oraz maskę ,ale to wyglądało inaczej niż inne. Nos biały i długi,a usta otwierały się szeroko.Wydobył się z nich okropny ryk. W paszczy zaczęła zbierać się czerwona kula,która powiększała się i powiększała. Ta moc wyleciała w stronę dużego budynku,jednak zanim w niego uderzyła,została powstrzymana przez jej moc ,która wyglądała identycznie. Tylko,że jej moc przebiła się przez tą potwora i uderzyła w jego maskę.On zniknął,a dziura zaczęła powoli się zamykać.
-Czemu on używał tego co ja ?! Kurde ,znów nic nie rozumiem.-Powiedziała do siebie zirytowana.  
Chodziła i rozglądała się wszędzie,a gdy się zmęczyła ,usiadła na przypadkowym dachu i patrzyła się w niebo.Słońce powoli zaczęło zachodzić,błękit mieszał się z pomarańczem, różem i czerwienią.
-Szkoda ze nie mam aparatu…
Siedziała tak i zastanawiała się nad całym dzisiejszym dniem,pragnęła poznać swoją przeszłość i kim właściwie jest...Tylko tak na prawdę nie miała żadnego punktu odniesienia,jak na razie miała same nie jasne wskazówki...Bała się ,że nigdy się nie dowie tego wszystkiego…
Gdy słońce było już praktycznie za horyzontem,zeszła z dachu i udała się do zleceniodawcy, a później wróciła do domu i ponad połowę pieniędzy wydała na czynsz.
 Następnego dnia w gildii

-Jak ci minęła misja?-Spytała Mirajane,przynosząc Foxy kubek z herbatą,dziewczyna siedziała i jadła Pocky.
-Eee...Nic specjalnego…-Wymamrotała w odpowiedzi, po części była już gdzieś indziej.Nie mogła jej o wszystkim opowiedzieć,przecież nie powie tak po prostu ,że nie ma pojęcia kim jest.Tak samo postanowiła ,że zostanie pełnoprawnym członkiem tylko gdy sobie wszystko przypomni. W gildii była dość tajemniczą postacią,rozpuściła parę historii na swój temat,jednak żądna nie miała w sobie ani trochę prawdy.
-To czemu tak ciężko myślisz?
-Jestem trochę zmęczona i tyle.Wiesz może czy Gajeel dziś przyjdzie?
-Powinien przyjść...A powiedz mi czy ty też się w nim zakochałaś? Bo dość dużo spędzacie ze sobą czasu…
-AHAAHAHAHAAHAAHAH...Nie. Levy nie masz się co martwić jeśli o to chodzi,to nie będę żadną konkurencją.Musze mu przekazać jedną rzecz.-Powiedziała patrząc w stronę niebieskowłosej,która stała za jednym z filarów.
-Rozumem.Już się bałam…
-W sumie...Nie zaprzeczę ,że świetnie wygląda,ale jest idiotą i tchórzem.
-Ale czemu tak uważasz?
Dziewczyna pokazała palcem ,aby ta zbliżyła się do niej.
-On już parę razy próbował wyznać jej miłość,ale za każdym razem się wycofał.-Szepnęła starszej Staruss i zrobiła smutną minę.
-Ale wiesz ,że to nie takie łatwe..
-Wiem...Znaczy tak średnio w sumie.A z resztą...Musze iść,Gajeel przyszedł.-Szybko wstała i podeszła do Żelaznego Smoczego Zabójcy.
-Czego?-Popatrzył na nią podejrzliwie,
-Coś sobie przypomniałam...
Autor :Foxy~Chan